niedziela, 13 maja 2012

True story.

Witajcie. Ostatnio dużo wydarzyło się w moim życiu, przeżywałam te gorsze i lepsze chwile, z czym czasami nie mogłam sobie poradzić. Na szczęście cieszę się, że mam wokół siebie tylu ludzi, którzy zawsze są przy mnie. Nie będę ich wymieniać z imienia, ale oni wiedzą że to do nich i bardzo im za wszystko dziękuję.
W ciągu dalszym kompletnie nie mam głowy do tego, by pisać notki o modzie, kosmetykach i wszystkim innym, co interesuje nastolatki XXI wieku. Chciałabym troszkę pomarudzić o życiu. Pisałam notkę wcześniej, w czym tkwił mój zły nastrój i niechęć do wszystkiego. Po raz kolejny przekonałam się, że strata kogoś nawet mniej bliskiego boli. Chcę przez to powiedzieć, że ciocia o której wspominałam że była w stanie krytycznym nie żyje. Piszę to otwarcie, bo odczuwam taką potrzebę. Potrzebę uświadomienia Was, że wystarczy moment i możemy już kogoś nie zobaczyć nigdy więcej. Moja ciocia zawsze i wszędzie, nawet kiedy miała gorsze dni, była wesołą, zadowoloną z życia kobietą. Wystarczył niecały tydzień i odeszła od nas już na zawsze. Życie jest niewyobrażalnie kruche, niestety. Dlatego czy warto wieszać na kimś psy, kłócić się i uprzykrzać mu życie? Chyba nie.
Staram się w jakikolwiek sposób zabijać to, co teraz czuję. Dzisiaj byłam na otwarciu sezonu motocyklowego organizowanego przez Dopalacze. Miła atmosfera, fajne atrakcje, warto było. :) Jutro natomiast zamierzam miło spędzić czas na dworze z fajnymi osobami, przy okazji również oderwać się od wszystkiego. Poniedziałek jakoś się przeżyje, we wtorek pogrzeb i dalej już poleci z górki, mam nadzieję. :)
Dobranoc, trzymajcie się!

1 komentarz:

  1. Wszystko się jakoś ułoży, zobaczysz :)
    Niecierpliwie czekam na kolejne notki. :*

    OdpowiedzUsuń