środa, 11 lipca 2012

Dobra, trzeba wziąć się za siebie i zacząć coś pisać. Do wyjazdu tylko 4 dni, a ja jestem w totalnej rozsypce. Niepotrzebne mi były te huśtawki emocji od początku tego tygodnia, wiadomo było, że teraz ciągle coś mi będzie siedzieć w głowie. Dlaczego zawsze każdy jest nastawiony pozytywnie, gdy istnieje szansa pół na pół, że coś się uda? Przynajmniej los uśmiechnął się do mnie z tej strony, że dowiaduję się o pewnych rzeczach wtedy, kiedy nie jest jeszcze za późno. Kiedy mogę jeszcze zareagować w miarę nie wyczerpując się psychicznie. Czasami mam już dosyć wszystkiego, ale mam bardzo dużo osób wokół siebie. Osób, które za nic w świecie, cokolwiek by się nie wydarzyło, nie zostawiliby mnie. Czasami nawet nie wiem, jak mogę im się odwdzięczyć. Bywa, że to właśnie oni mnie powstrzymują od złości, zawsze wmawiają że nie warto, po upadku pomagają wstać i iść dalej, razem. Za wszelką cenę robią wszystko, żeby zobaczyć na mojej twarzy jeden, mały uśmiech w ciężkich chwilach. Nienawidzę robić dobrej miny do złej gry, ale czasami mam przeczucie, że tak właśnie muszę robić. Dla kogoś mi bliskiego, albo po to, żeby czegoś nie zepsuć. Wydaje mi się, że jestem zbyt wrażliwa na wszystkich ludzi. Ciągle staram się, żeby wszystko było dobrze, ale prędzej czy później coś mi stanie na drodze. Za bardzo biorę wszystko do siebie, za szybko przywiązuję się do ludzi, przez co łatwo jest mnie zranić. Trudno jest zmienić człowieka, trudno jest zmienić siebie, żebym była bardziej odporna na wszystko. Czasami nawet najbliżsi nie są w stanie mi pomóc, sprostać moim problemom, chociaż bardzo by tego chcieli. Muszę przez coś sama przejść, sama coś naprawić i sama poradzić sobie ze swoimi problemami.
To wszystko, co się działo od początku tego tygodnia zapowiadało się po prostu piękne, cudowne, wymarzone. Dzisiejszy dzień będzie decydujący, dzisiaj dowiem się co będzie dalej. Warto dać drugą szansę człowiekowi? Moim zdaniem warto, ale będą już uodporniona na to, co zrobił wcześniej. Jeżeli to się powtórzy, wiem że nie jest mnie wart. Nie jest wart moich nerwów, poświęcenia mojego własnego, cennego czasu. Niby jest jeszcze szansa, żeby wszystko jakoś wyszło na prostą drogę i powróciło do normy, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. No po prostu. Nawet jeżeli by było jak dawniej, później i tak coś to zepsuje. A wtedy co, wracamy do punktu wyjścia, kolejny raz dajemy sobie szansę i idziemy dalej? Czy lepiej po prostu zakończyć to wszystko i wyjść z tego z honorem? Nie wiem dlaczego, ale cholernie mi zależy żeby jednak było dobrze. Żeby początek tygodnia ciągnął się miesiącami, latami. Nie potrzebuję żadnych postępów w dobrą stronę, wystarczy mi to, że jest dobrze. Niech tak zostanie.
Dobra, koniec tych wyznań, rozpisałam się trochę. Ale w końcu musiałam wywalić wszystko, co mi leżało i leży na sercu. Dostałam lekcję z życia, żeby nie ufać ludziom, których krótko się zna. Tym bardziej, jeśli dzieli nas sporo kilometrów.

Może jeszcze dzisiaj postaram się napisać notkę dotyczącą czegoś bardziej konkretnego. Ale na razie nie zapowiada się na to, że będę miała dużo wolnego czasu. Później zmykam do Beni, będzie czas na to, żeby dowiedzieć się co będzie dalej, no a to wiąże się z tym, jaki będzie mi towarzyszył nastrój do końca dnia. Jeżeli będzie jeszcze w miarę spokojny - postaram się coś napisać. Miłego dnia.

6 komentarzy:

  1. Hej , przecież każdy przeżywa gorsze i lepsze chwile w życiu . Ty masz jeszcze dużo ich przed sobą , jesteś młoda , ciesz się tym życiem . Fakt faktem , że może jesteś zbyt ufna ludziom , których jeszcze do końca nie poznałaś . Nie możesz być taka , bo ktoś Cię kiedyś przez to wykorzysta . Nie mam pojęcia co się dokładnie stało , ale jeśli cały dręczy Cię to i dotyczy jakiejś konkretnej osoby , a nie ogólnie , to porozmawiaj z nią o tym . Wyraź to co czujesz , bo Twoje uczucie jest spowodowane nią/nim . Jeżeli bardzo Cię to boli , odwdzięcz się czymś podobnym . Powodzenia . : *

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było takie chwilowe, teraz jest już wszystko w porządku. Mam z lekka głupi charakter i mimo to, że między nami jest bardzo dobrze, to i tak szykuje się zemsta. :D Dziękuję za komentarz i pozdrawiam. :*

      Usuń
  2. Gdybyś opowiedziała wszystko bardziej konkretnie, o tym co się stało, to może bym mogła Ci coś poradzić. Ale tak to Ci tylko powiem, że skoro masz obok siebie wielu przyjaciół, to ze wszystkim dasz sobie radę. Miałam o wiele gorzej. Bo wtedy odwrócili się ode mnie dosłownie wszyscy najbliżsi, ci najważniejsi. Szkoda gadać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to co się wydarzyło u mnie nie jest sprawą, którą mogę przedstawiać publicznie. Mam nadzieję że mnie rozumiesz. Przykro mi, że kiedyś coś takiego Cię spotkało. :O I faktycznie dałam sobie radę, dzięki. :)

      Usuń
  3. Jedyne co siedzi mi w glowie to pytanie czy stalo sie cos na tyle zlego zebys nie umiala sobie kompletnie z tym poradzic nawet z czyjas pomoca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, po prostu potrzebowałam chwili samotności żeby sobie wszystko jakoś poukładać w jedną logiczną całość i obmyślić dalszy plan działania. :D Ale wszystko wróciło do normy. :>

      Usuń